
Zdarza się kurze domowej w wielki świat czasami wyruszyć. W ramach wycieczek krajoznawczych byłam ci ja ostatnio w pewnej korporacji. No pięęęknie! Aż dech zapiera! Windy cichobieżne, marmury głaciutkie zimniutkie, bezustannie froterowane przez smutnego pana na traktorze, drzwi ogromne kręcą się cicho mrucząc. Wszędzie lustra ogromne, pokazujące mi moją małość i marność względem wielkiego świata. Cichobieżne wykładziny, nieotwieralne okna na całą ścianę, ufokształtne fotele przy biurkach... Dizajn i glamur!
Zza ustawionych w starannie zaprojektowany rządek biurek wystają nieznacznie szarawe twarze pracowników. Korporacyjny wyraz twarzy nie przewiduje uśmiechu w standardzie. Jak również w normach pracy nie ma miejsca na kwiaty w doniczkach, dyskretnie grającą muzyczkę, czy jakiekolwiek inne elementy mogące choć trochę ocieplić i uczłowieczyć atmosferę pracy. Żeby przypadkiem klienci nie pomyśleli, że ktoś tu jest nieprofesjonalny. Takie wymagania rynku - powie pewnie lokalny władca-dyrektor rozkładając ręce w geście bezradności. Co ma znaczyć: "Nie, no ja to jestem dusza-człowiek, cacany taki, ale wiecie, RYNEK ma swoje wymagania, firma musi robić odpowiednie wrażenie i pi-ar. Zresztą, ludzie źle nie mają - biuro piękne, nowoczesne, komputery, każdy ma swoje miejsce. A że okna się nie otwierają, muzyka nie gra, światło dzienne nie dociera przez ciemne szyby - no już bez przesady! Ludziom się w dupach przewraca!".
Siedzą więc pracownicy, każdy przy swoim metrze kwadratowym biurka, z przydziałowym długopisem i koszem na śmieci. Oddzieleni od siebie połściankami. Siedzą na nowoczesnych krzesłach i dziubią w klawiatury komputerów. Wypisz wymaluj chów klatkowy drobiu. Gdyby znosili jajka, miałyby stempelek z "3" na początku. Ale ferma nowoczesna, światowe standardy.
Jeśli to kogoś uszczęśliwia, to niech będzie, że się czepiam.
Nie twierdzę, że u mnie byłoby "0", czyli chów ekologiczny. Ekologiczni to są moi znajomi, którzy w górskiej głuszy mieszkają, hodują własne warzywa, oddychają czystym powietrzem i widoki mają przepiękne na świat. W jajkowej klasyfikacji swój kurnik uplasowałabym gdzieś między "1" a "2" - chów na wolnym wybiegu, tylko okoliczności przyrody mało zachwycające: osiedlowy trawnik obficie nawożony psimi kupami to jednak nie to samo, co bieszczadzkie połoniny...