|
Blog > Komentarze do wpisu
SposóbBędąc kobietą niezależną, samodzielną i samotną miałam niezawodny sposób na chandrę. Jesienną, zimową, wiosenną i wszelkie inne. Mianowicie wsiadałam za kierownicę swojego samochodu i wyruszałam, gdzie oczy poniosą. Czyli na Puławy. Monotonne drgania silnika, skupienie na prowadzeniu auta i dobra muzyka koiły skołataną mą duszę. Gdzieś w okolicy Góry Kalwarii chandra mijała. Okrążałam miejscowe rondo i wracałam do domu. Dla pewności - aby utrzymać efekt terapeutyczny, robiłam porządki w szafach, albo ze trzy zaległe prania, czy gruntowny kipisz w łazience z szorowaniem fug emerytowaną szczoteczką dozębną. Obecnie zastosowanie powyższego sposobu na chandrę napotyka tak zwane trudności obiektywne. Jedyny samochód w naszym gospodarstwie domowym nader często użytkowany jest przez Męża Mego Ukochanego. A nawet jeśli akurat trafię chandrą w moment nieużytkowania - w budżecie domowym nie przewidziano środków na rekreację w postaci terapeutycznych wycieczek w okolice Góry Kalwarii. Znaczy się ja - główna księgowa tegoż budżetu - nie przewidziałam. Poza tym zawsze mam przy sobie przynajmniej jedno z moich dzieciąt. Przecież nie porzucę, żeby chandrę w trasie leczyć. A ze sobą nie zabiorę, bo upchnięte w dziecięcy fotelik samochodowy pacholę z pewnością będzie paszczą kłapać, czym zagłuszy muzykę a skupienie na prowadzeniu auta przeniesie do kategorii "Niemożliwe". Tym samym zaś zniweczy lecznicze właściwości eskapady. W takich okolicznościach trzeba się ratować tym, co jest pod ręką. A pod moją najpewniej są dzieciory moje ukochane ze wszystkimi dodatkami. Kiedy więc chandra mnie nachodzi, wydobywam z czeluści dziecinnego pokoju puzzle. Byle duże i drobne. Padam na kolana i układam. Przedszkolak z początku patrzy nieufnie, no bo dlaczego mama zamiast zrzędzić, że nie ma czasu za to ma dużo roboty, siedzi i się bawi. Ale po chwili sprytny małolat postanawia wykorzystać tak niezwykłą okazję i dołącza do zabawy. Na to nadciąga Mała i nie zastanawiając się długo, a nawet wcale, wchodzi do gry. Układanie puzzli to dziwna czynność - wymaga skupienia a jednocześnie pozwala puścić myśli na wolny wypas. Im bardziej więc ściubię klocek w klocek, tym lepiej mi się na duszy robi. Przedszkolak metodycznie ściubi obok, co przynosi dodatkowy efekt łagodzący moje dolegliwości emocjonalne. Mała układa metodą losowo-siłową, czyli bierze dwa klocki na chybił-trafił, wciska jeden w drugi i solidnie przyklepuje łapką. Tak w niespotykanej ciszy mija nam czas do wieczora. Efektem ubocznym tego spokoju jest kumulacja energii kinetycznej tak wewnątrz Małej jak i w Przedszkolaku. Energia ta stanowczo domaga się ujścia, więc w porze kąpieli młodzież rozbiera się porzucając elementy garderoby gdzie popadnie i zaczyna szaleńczo biegać. Na golasa. Przedszkolak chudzina ze swoimi pajęczakowatymi odnóżami i Mała pląsająca chaotycznie po całej chałupie, obydwoje wydający radosne piski. Ubaw po pachy!!! Chandra odpływa w niebyt. środa, 22 lutego 2012, walentyna
TrackBack
Komentarze
de_factory
2012/02/26 23:43:16
puzzli już (albo jeszcze) tak drobnych nie mamy, ale mamy mnóstwo klocków:))
2012/02/27 10:45:41
Klocki są równie skuteczne. Natomiast nie odkryłam jeszcze skutecznego sposobu na chandrę Małej - ostatnio królewna wciąż nie w humorze...
2012/02/27 22:16:33
moja podobnie - widać kobiety bez względu na wiek tak mają na przednówku:)
|
|