Blog > Komentarze do wpisu

O seksie

Będzie o seksie. W pewnym sensie. I o randkach. I o MMU i o mnie też. A konkretnie - mamy z MMU pewne... upodobanie. Nie żeby dewiacja jakaś, czy zboczenie, choć podobno nie jest to praktyka w narodzie bardzo powszechna. Co mnie nieustannie dziwi zresztą, zważywszy, ile frajdy nam to daje. Z drugiej strony -  nie jesteśmy w tym całkiem odosobnieni. Na szczęście.

Otóż - lubimy książki. Lubimy je czytać, lubimy je kupować, mieć, rozmawiać o nich, a nawet uprawiamy swego rodzaju froteryzm książkowy, czyli ocieractwo. Idziemy na randkę do ulubionej księgarni Traffic, i przez kilka godzin buszujemy wśród półek, kartkujemy, oglądamy, niuchamy, poczytujemy, co bardziej smakowite układamy w koszykach. Każde sobie, każde w swoim. Raz na godzinę czy dwie wleczemy nasze koszyki w umówione miejsce, siadamy sobie ramionko w ramionko i opowiadamy, co o czym i dlaczego fajne. Książki, które przejdą etap wspólnej weryfikacji poprzez zachwalanie, trafiają ostatecznie do naszego domu.

Aktualnie w naszej domowej bibliotece panuje chaos, sodomia i pogoria. Z racji przykurczu miejsca i jego niedostatku na kolejne przygarnięte woluminy zaczęłam zagęszczać półki w bibliotecznych szafach. Rodzicielka moja poradziła, żeby książki poukładać rozmiarami, to się najlepiej przestrzeń wykorzysta. Rady posłuchałam. Poukładałam tak jakieś pińcet sztuk i straciłam rozpęd oraz poczucie sensu. Chyba jednak u nas musi być logicznie a nie ergonomicznie - czyli literatura piękna w jednej kupie, polska i obca oddzielnie, literatura faktu w podziale na biografie, wywiady, reportaże, podróżnicze, serie wydawnicze razem, osobno poezja, klasyka w innym fyrtlu niż współczesność, psychologia bliżej socjologii i kącik skandynawski, bo to do niczego innego niepodobne. I jeszcze półka specjalna na nasze najbliższe czytelnicze plany (z powodu deficytu czasowego zwane też sarkastycznie pobożnymi życzeniami), gdzie na przeczytanie czeka już dobre trzy metry książek. Ustawionych na sztorc oczywiście. Będzie więc od nowa wykładanie, układanie i wkładanie. Froteryzm książkowy w wersji ekstremalnej. Kichanie i rąk masakracja od kurzu. Odkrywanie przypadkiem zapomnianych jeszcze nie czytanych. Po raz kolejny obmacywanie umysłem tych ulubionych. 

A jak już przerzucę wszystkie tysiąc dwieście siedemdziesiąt sześć sztuk, w bibliotece zrobi się miejsce na dwie lub trzy dodatkowe półki. I znów pójdziemy na randkę do Trafficu i będziemy uprawiać ocieractwo mentalne o literaturę. Wrócimy do domu taszcząc ciężkie siaty. Zawartość naszej książkowej "poczekalni" wydłuży się z trzech metrów do czterech z hakiem. Będzie pachnieć świeżym drukiem na cały kurnik. A wieczorem poczytam sobie (i dzieciom) starego, dobrego "Kubusia Puchatka". 

poniedziałek, 13 lutego 2012, walentyna

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: